Śmierć Aragorna...
Kochani moi!
Wiem, że zaledwie dwa miesiące temu uwierzyłam w to opowiadanie, wróciłam. Zaczęłam nowy wątek o...smoku, jak większość z Was zapewne się domyśla. Jednak nie potrafię już go dalej kontynuować.
Nie chodzi o to, że mam „chwilowy brak weny twórczej” czy coś takiego. Wiem, ile oddałam temu opowiadaniu, ile serca w nie włożyłam. Pamiętam, jak zawsze marzyłam o tym, by pisać o Arwenie...Pamiętam, jak patrzyłam z podziwem i szacunkiem na dzieła Lady Galadriel, Amereth czy Elchin...A teraz aż trudno mi uwierzyć, że znalazłam się w tak zacnym gronie, że obdarzono mnie takim ciepłem...
Ten rozdział jest moim absolutnym debiutem pisarskim. Jeszcze nigdy nie napisałam czegoś tak długiego i naprawdę dobrego. Nareszcie jestem w stu procentach zadowolona z tego, co stworzyłam.
Czemu odchodzę?
Może dlatego, że oddałam się całkowicie mojemu opowiadaniu o Almarei? Może dlatego, że zaczęłam nową szkołę? A może dlatego, że wszystko ma swój koniec?
Wszystko ma też swój początek. Przeczuwam, że wrócę tu kiedyś prawdopodobnie ze swoimi wierszami. To się okaże.
Dziewięć miesięcy.
Przez tyle czasu byliście ze mną i obdarzaliście mnie ogromną ilością pozytywnych komentarzy i ciepłych słów. Gdy się załamywałam (a były takie momenty) podnosiliście mnie na duchu.
I za to wam dziękuję.
Wam.
- Mojemu Aniołowi- Lady Galadriel/Faelwen, za nieopisane ciepło, którym się ze mną podzieliła, za błędy jakie mi wytykała (i słusznie, moja droga), za cierpliwość, jakiej nigdy nie traciła, za liczne szablony, które z chęcią dla mnie wykonywała i za jej komentarz przy notce „The End.”. Za to, że była ze mną. I za jej niebywałe poczucie humoru.
- Amereth, za nasze rozmowy na GG, za jej pomoc przy nauce HTML-a, za chęć nauki „wtapiania” w Adobe Photoshop 7.0 CE, za poczucie humoru równie niebywałe jak u Lady Galadriel i za jej słowa otuchy oraz chęć czytania moich kochanych romansideł :) Księżniczko, nigdy Ci tego nie zapomnę :*
- Egleriel, mojej kochanej wojowniczce, którą męczyłam błaganiem o pocałunek Araniona i Eg, za jej pomoc przy nauce robienia szablonów (i tak niczego się nie nauczyłam :P), za to, że tak pięknie pisze i wyciska ze mnie łzy przy każdym zdaniu jej powieści, za to, że tak świetnie się z nią gada na GG i za to, że zawsze stara się mi pomóc.
- Anorowi, mojemu jedynemu Słońcu, które zawsze podtrzymuje mnie na duchu i obsypuje mnie samymi słowami pochwały dla mojego skromnego opowiadania :) Za to, że jest ze mną :*.
- Luthien Anarion z którą często rozmawiam na Gadu-Gadu, za to, że jest tak cierpliwa i nigdy nie odmawia mi pomocy- liczę, że nasza przyjaźń rozwinie się w pozytywnym kierunku :).
- Elchin- Gwiazdookiej która jest moją kochaną Gwiazdką na nawet najbardziej pochmurnym niebie, za jej fantastyczne poczucie humoru, wytrwałość, która zadziwia i pomoc, której nigdy nie odmawia.
- Alicji, mojej kochanej czarodziejce za niebywale długie rozdziały, które wprost uwielbiam xD. Szkoda, że się do mnie nie odzywasz, kochana- jak coś to mój numer GG jest podany przed linkami :).
- Arwenie, światłu Gondoru, za to, że tak wspaniale pisze i za to, że tak często odwiedza mą krainę.
- Farawinie, za to, że jest stałą czytelniczką tego bloga i nigdy nie odmawia czytania nawet najdłuższych rozdziałów.

Tak więc dziękuję Wam, kochani i...cóż mogę rzec: zapraszam do czytania.


* * *





Bursztynowa tarcza słońca skryła się już dawno za horyzontem, nadając niebu delikatnie różową barwę przeplecioną z głębokim szafirem nadciągającym z północy. Całe Minas Tirith zatonęło w kojącej ciszy, tylko gdzieś w oddali słychać było smutną melodię graną na fujarce. Chłodny wiatr targał lekko chorągwie z godłem Gondoru wiszące nad wejściem do Domu Królów- miejsca, w którym spoczywali dawni władcy Białego Miasta. Na niewielkim kamiennym placu przylegającym do owego budynku rosły dwa bardzo stare dęby. Ich opadłe, zeschłe liście spoczywające na kamiennych chodniku szeleściły ponuro.
Właśnie obok tego miejsca, na ulicy Milczenia, przechadzałam się wraz z Aragornem, podziwiając przepiękny zachód słońca. Oparłam się na marmurowej balustradzie, patrząc z zachwytem na majaczące dumnie przede mną szczyty Gór Południowych.
- Jak pięknie...Dawno nie widziałam tak cudownego zachodu słońca....
Aragorn uśmiechnął się ciepło na te słowa, obejmując mnie lekko i okrywając moje ramiona swym płaszczem. Od razu ogarnęło mnie kojące ciepło. Podziękowałam mężowi, przytulając się do niego.
- Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie, Gwiazdo?- zapytał cicho Aragorn.
- Oczywiście, najdroższy, jakże mogłabym zapomnieć...To był najpiękniejszy dzień w moim życiu...
- Nauthannen i ned ol reniannen... (Myślałem, że zbłądziłem w krainę snów...)
- Mae? (Tak?)- zapytałam, śmiejąc się radośnie i głaszcząc ciemnobrązowe włosy męża. Choć ich kosmyki pokryte już były białym cieniem starości, oblicze Aragorna jaśniało niezwykłą pięknością. Patrzyłam na niego z podziwem- trwał w uroku młodości i sile lat męskich, a zarazem w pełni mądrości i majestacie sędziwego wieku. Aż emanował od niego królewski czar. Spojrzałam w jego piękne, szaro-błękitne oczy i zadrżałam, widząc w nich smutek.
- Aragornie, widzę w twych oczach żal...Co się stało?
- Gwiazdo ma ukochana, najpiękniejsza na tym świecie...wraz z tym zachodem słońca blask gwiazdy zarannej gaśnie nad moim życiem.
Zrozumiałam te słowa. Aragorn mówił o swej śmierci. Poślubiając go, wiedziałam, że czeka mnie los gorzki i słodki zarazem. Mówiąc „tak” przyjęłam los śmiertelnej kobiety i miałam umrzeć, gdy wszystko, co zdobyłam za tę cenę, utracę. Spojrzałam na ukochanego ze łzami w oczach.
- Królu mój najdroższy, chcesz tak nagle opuścić swój lud? Ludzie cię kochają, Estelu.
- Eldarion dorósł do bycia królem. Będzie wspaniałym władcą Gondoru, wiesz to doskonale. Gwiazdo najukochańsza, nie płacz! Nie mówię ci „żegnaj”, mówię „do zobaczenia”. Spotkamy się jeszcze przy białym wybrzeżu i krainie skąpanej w blasku słońca, wierz mi. Chodź- mąż ujął mą dłoń i skierował się ku wrotom Domu Królów. Tam położył się na przygotowanym dla niego już dawno łożu i spojrzał na mnie.
- Undómiel, ciężka to godzina dla nas i dla mego ludu, lecz wiedzieliśmy obydwoje, że kiedyś ona wybije. To było nam przeznaczone od dnia, w którym wyrzekliśmy się zarówno Ciemności, jak i Zmierzchu. Jestem ostatnim z Numenorejczyków. Dano mi prawo, bym sam wybrał sobie godzinę odejścia. Teraz, gdy mój syn jest dorosłym i mądrym młodzieńcem, lud niezłomny i radosny, a tyś Gwiazdo, najpiękniejsza, czas zwrócić użyczony dar. Zapamiętaj moje słowa, najdroższa. Nie na zawsze jesteśmy przykuci do okręgów świata, poza nimi zaś istnieje coś więcej niż wspomnienie. Żegnaj, Undómiel. Żegnaj, moja królowo. Pamiętaj, że zawsze będę cię kochać. I zawsze będę przy tobie sercem i duchem. Żegnaj.
- Królu, mój królu!- zawołałam rozpaczliwie, a Aragorn ujął mą dłoń, ucałował ją i zasnął. Jego śniada twarz zajaśniała niezwykłym majestatem, a ja dostrzegłam w niej chwałę królów ludzkich, w nie przyćmionym blasku, jak o świcie słońca.
Zapłakałam cicho. Łzy spłynęły po moich policzkach, a następnie na twarz Aragorna. Spojrzałam na Andurila, którego trzymał w dłoni, na sercu. Ucałowałam jego klingę, zaciskając zęby. Czując smak stali, poczułam także gorzki smak ludzkiego losu.
Spoglądając raz jeszcze na martwe ciało Aragorna, wyszłam z Domu Królów, okrywając się szczelniej płaszczem męża. Zwiędłe liście zaszeleściły smutno pod moimi stopami.
- To był mój wybór- wyszeptałam ze łzami w oczach, kierując się w stronę mej komnaty.

* * *


Pożegnawszy się z Eldarionem i córkami, dworzanami i żołnierzami wsiadłam na Asfalotha i wyjechałam z miasta. Podczas podróży wspomniałam te wszystkie lata spędzone w szczęściu u boku Aragorna i moich najdroższych przyjaciół. Przypomniałam sobie lśniące oczy Gwiazdookiej i jej kojący głos, życzliwy śmiech Amereth, piękne pieśni Faelwen, radosne chwile spędzone z Alicją i niezwykłe opowieści Luthien Anarion. Wspomniałam także mego ukochanego ojca, Drużynę i Galadrielę, która była mi matką. Miłość do nich wszystkich nadal płonęła w mym sercu...
Po kilkudniowej, samotnej podróży, dotarłszy do Lórien, zsiadłam z Asfalotha i puściłam go wolno, zdejmując z jego grzbietu siodło i odwiązując uzdę.
- Idź, kochany...- szepnęłam, klepiąc go po pysku. Koń zarżał smutno i trącając mnie pyskiem, pogalopował przed siebie. Gdy był już za potokiem Nimrodel, zatrzymał się i potrząsnął grzywą, rżąc potężnie. Uczyniłam gest dłonią, a Asfaloth popędził dalej.
Weszłam smutno do Złotego Lasu. W Lothlórien panowała ponura cisza, gdyż wszyscy elfowie odjechali do Szarej Przystani i odpłynęli do Nieśmiertelnych Krain.
Długo przechadzałam się po ojczyźnie mej matki, wspominając całe swoje życie.
W końcu udałam się na wzgórze Cerin Amroth i położyłam się wśród nifredili i elanorów, zamykając oczy i przypominając sobie dzień koronacji Aragorna.
„Królu mój...”- wyszeptałam i zasnęłam.



„...Taki jest koniec historii, która doszła do nas z Południa; odejściem Gwiazdy Wieczornej zamyka się w księdze rozdział Dawnych Dni.”





2005-09-01

Swymi myślami podzieliło się (14) Sojuszników Gondoru. Ty także skomentuj...
Nieprzemyślana decyzja cz. II



* * *



Pierwsze promienie słońca lśniły już na horyzoncie, gdy galopowałam na Asfalothu po soczyście zielonej trawie na polach Pelennoru. Nie miałam żadnego wyraźnego planu, wiedziałam tylko, że muszę dotrzeć na Emyn Arnen przed Aragornem.
Przywdziałam prostą, brązową suknię, do pasa przytroczyłam miecz, włosy związałam w warkocz, a plecy okryłam czarnym płaszczem. Nie chciałam, by mnie rozpoznano.
W drodze do Ithilien rozmyślałam dokładnie nad treścią listu Faramira.
Nie mogłam uwierzyć, że jajo wiwerny znalazło się na wzgórzach Emyn Arnen, u bram siedziby Króla.
„Przecież Zło upadło. Wszystko, co należało do Mroku zostało zniszczone...”- myślałam.
Mimo czasu, jaki upłynął od wybuchu Wielkiej Wojny o Pierścień pamiętałam doskonale straszny pisk, jaki wydawała z siebie wiwerna. Na ten dźwięk ludziom zamierały serca. Świadomość, że ów stwór żyje wręcz mnie przerażała.
- Asfaloth, prędzej!- krzyczałam, spinając bardziej konia.

Po dwugodzinnym galopie byłam już u podnóży Emyn Arnen. Choć dawno nie odwiedzałam Ithilien, pamiętałam doskonale tę krainę. Z niezwykłą łatwością dotarłam do piątej jaskini. Zsiadłam z Asfalotha i zakradłam się pod wylot groty, uważnie nasłuchując. Gdy po chwili do mych uszu nie doszły żadne odgłosy, weszłam ostrożnie do środka.
W jaskini panował straszny chłód i mglisty półmrok. Okryłam się szczelniej płaszczem, idąc naprzód.
Nagle mój wzrok przykuł niewielki kamień leżący na skalnym podłożu. Schyliłam się i dotknęłam go ostrożnie. Był niezwykle gładki i zimny. Ujęłam go w dłoń i dostrzegłam, że mieni się ledwie widocznym, szmaragdowym blaskiem.
„Faramir napisał, że jajo jest upiornie czarnej barwy. A przecież jest inaczej...”- pomyślałam, przypominając sobie słowa władcy Ithilien.
- Jednak to musi być jajo wiwerny!- szepnęłam do siebie i już miałam odłożyć kamień na miejsce, gdy nagle zakręciło mi się w głowie. Zdawało mi się, że nie stoję w jaskini, a na obleganych murach Osgiliath, miasta obecnie odbudowywanego przez lud Gondoru. Ujrzałam dwóch niziołków w szarych płaszczach uciekających w stronę bramy i straszliwą kreaturę o potężnych, czarnych skrzydłach niebezpiecznie zbliżającą się do hobbitów.
„Bitwa w Osgiliath...”- pomyślałam i zbierając się w sobie, rzuciłam jajo na ziemię.
Wizja zniknęła, a kamień potoczył się z głuchym brzdękiem po jaskini. Oddychałam głęboko, trzymając się za rozpalone czoło.
„Nie powinnam była tu przyjeżdżać, nie powinnam była czytać tego listu...To była nieprzemyślana decyzja...”- pomyślałam dobitnie.
Nagle ciszę przerwał tętent końskich kopyt. Do jaskini wbiegł Aragorn. Na mój widok krzyknął zdumiony:
-Undómiel! Ai, Undómiel! (Gwiazdo! Ach, Gwiazdo!)
Popatrzyłam na niego ze łzami w oczach.
- Wybacz mi, Elessarze...
Mąż spojrzał na mnie ciepło. Jego piękne, szaro-błękitne oczy przepełnione były ogromną troską.
-Gwiazdo, juz dobrze...
Aragorn objął mnie mocno, gładząc lekko moje plecy. Mimo ogromnego zaufania, jakim go darzyłam postanowiłam jednak nie mówić mu o wizji, jaka mnie nawiedziła.
Nagle po jaskini rozszedł się donośny stukot. Spojrzałam zdumiona na jajo, gdyż to właśnie z niego dochodził ów dźwięk.
Kamień zadrżał. Na jego nieskazitelnie gładkiej powierzchni pojawiły się cienkie, zielone żyłki wyglądem przypominające błyskawice.
- Aragornie...
- Arweno...
Trzask!
Jajo pękło. Jego odłamki poleciały na boki z donośnym chrzęstem. Zza skorupy jaja wynurzyło się stworzonko wyglądem przypominające przerośniętą jaszczurkę. Tyle, że z jego boków wystawały skrzydła. Ciało stwora pokryte było lśniącą, szmaragdową łuską. Miał długi ogon i ostre szpony. Na całej długości jego grzbietu rozciągał się łańcuszek złotych łusek. Patrzył na mnie bursztynowymi oczami, pokazując okazałe, ostre kły.
- Piiisk!- odezwał się i zamachał skrzydłami.
- To nie wiwerna, to...
- Na Elbereth!- jęknęłam i osunęłam się w ramiona Aragorna, mdlejąc.



2005-08-29

Swymi myślami podzieliło się (5) Sojuszników Gondoru. Ty także skomentuj...
Nieprzemyślana decyzja cz. I



* * *


Już od dłuższego czasu stałam samotnie na dziedzińcu wypatrując jakiegokolwiek znaku życia na polach Pelennoru. Słońce dawno już zaszło, tylko niewyraźna, krwistoczerwona linia rysowała się na granicy nieba i Gór Południowych. Chmury przybrały barwę delikatnego różu przeplecionego z głębokim szafirem. Był to jeden z tych dziwnych, sierpniowych wieczorów, gdy wszystko zdaje się zamierać. I rzeczywiście. Wiatr całkowicie ustał, a w powietrzu unosił się zapach kwiatów.
Choć żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazywały na nieuchronnie zbliżającą się jesień, było mi strasznie zimno. Jednak nie było się czemu dziwić- miałam na sobie tylko elegancko skrojoną, błękitną suknię. Jednak nie miałam najmniejszego zamiaru iść do swej komnaty po płaszcz. Czekałam.
Pięć dni temu Aragorn, mój ukochany mąż wyruszył wraz z gromadką żołnierzy do Ithilien. Celem ich podróży była rozmowa z tamtejszymi władcami- Éowiną i Faramirem. Chciałam udać się tam razem z nimi, jednak coś w sercu kazało mi zostać w Minas Tirith.
- Pani, pozwól...
Z myśli wyrwał mnie czyjś spokojny głos. Odwróciłam się i ujrzałam Anora, jednego z żołnierzy Straży Głównej Króla. W rękach trzymał szary płaszcz. Skinęłam na niego głową i podziękowałam, gdy okrył me ramiona tymże płaszczem. Od razu zrobiło mi się cieplej.
- Nie martw się, o pani. Król mówił, że wróci przed zachodem słońca, a słońce przecież nie zaszło.
- Wiem...- odparłam cicho, choć krwistoczerwona tarcza słońca już dawno skryła się za widnokręgiem.
Nagle po mieście rozniósł się dźwięczny śpiew gondoryjskich rogów. Ktoś krzyknął:
- Król! Król wraca! Otwierać Bramę!
"Aragorn..."- uradowana w myślach, wytężyłam wzrok, opierając się o kamienną balustradę. Na polach Pelennoru, daleko, na linii nieba i ziemi ujrzałam kilkanaście postaci dumnie jadących na swych wierzchowcach. Jedna z nich, galopująca na samym przedzie trzymała w ręku majestatycznie powiewającą na wietrze chorągiew z wyszytym godłem Gondoru.
- Widzisz, pani?- Anor zaśmiał się lekko.
- Tak... Dziękuję za płaszcz- obdarzyłam go serdecznym uśmiechem, oddając mu tkaninę i biegnąc ku stajni.
- Pani, czekaj!- krzyknął za mną Anor, lecz ja nie słuchałam go. Gdy znalazłam się w stajni, natychmiast odwiązałam i dosiadłam Asfalotha. Ten chyba wyczuł, co się dzieje, bo od razu skierował się ku Bramie. Był najmądrzejszym koniem, jakiego kiedykolwiek spotkałam, pomijając Cienistogrzywego, oczywiście.
Po chwili galopowałam już po soczyście zielonej trawie na polach Pelennoru. Z każdą minutą coraz bardziej zbliżałam się do Aragorna.
- Prrr!- zatrzymałam Asfalotha i zsiadłam z jego grzbietu. Aragorn przyspieszył i wybiegł na spotkanie ze mną, śmiejąc się radośnie.
- Elessarze...Tęskniłam...
- Nie było mnie tylko pięć dni, najdroższa!
- Każda chwila spędzona bez ciebie to dla mnie wieczność, Aragornie!- odrzekłam z uśmiechem i nie pozwoliłam mężowi już nic powiedzieć, składając na jego ustach czuły pocałunek. Król popatrzył mi z miłością w oczy.
- Wracajmy do miasta- postanowił Aragorn i dosiadając swego konia, Brego, uśmiechnął się zawadiacko.
Wsiadłam na grzbiet Asfalotha i zaciekawiona zapytałam męża o pobyt w Ithilien.
- Piękna kraina, a teraz, gdy rządzą nią tak wspaniali władcy jak Éowina i Faramir, to kraina bogów. Tak mówią mieszkańcy.
- To dobrze, ale wolę Minas Tirith- odparłam z szelmowskim uśmiechem. Aragorn tylko pokręcił głową i do końca drogi milczał.

* * *

- Arwen...
Spojrzałam na Aragorna. Był bardzo zmęczony po podróży, dopiero teraz to dostrzegłam. Usiadłam na brzegu łoża, na którym leżał król i uśmiechnęłam się do niego ciepło.
- Tak?- zapytałam.
- Wiesz, że Éowina urodziła syna? Nadali mu imię Elboron. Młody, ale niezwykle silny. Walczyłem z nim- twarz Aragorna rozjaśnił wesoły uśmiech.
- Tak? I kto wygrał?
- Ja oczywiście- odparł nonszalancko Aragorn.
-To wspaniale...Chciałabym zobaczyć wzgórza Emyn Arnen...Biały dom władców Ithilien...
- Kiedyś znów się tam udamy, to blisko. Pojedziemy tam razem.
Uśmiechnęłam się wesoło.
- Śpij, na pewno jesteś znużony.
To mówiąc, pocałowałam Aragorna i skierowałam się ku wyjściu.
- Gwiazdo...Tyś światłem tego ludu...- wyszeptał prawie niedosłyszalnie Aragorn, jednak ja usłyszałam jego słowa.
- Le melon… (Kocham cię…)- odpowiedziałam i wyszłam z komnaty.
Już miałam skierować się do sali jadalnej, gdy coś leżącego na stole w holu przykuło mą uwagę.
Na drewnianym blacie, pod pustą, skórzaną pochwą od Andúrila spoczywał odpieczętowany list. Coś w sercu kazało mi go przeczytać, choć wiedziałam, że to korespondencja Aragorna.
Wysunęłam delikatnie papier spod rękojeści miecza i otworzyłam go. Od razu poznałam staranne pisamo Faramira:

Aragornie!

Królu mój i bracie, towarzyszu broni.
Ostatnio syn mój, Elboron, znalazł na wzgórzach Emyn Arnen dziwny kamień. Jest on ciężki niczym głaz, ale wielkością nie dorównuje nawet kielichowi od wina. Kamień ten jest nieskazitelnie czarnej, wręcz upiornej barwy.
Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że Éowina rozpoznała ów przedmiot. Twierdzi, że jest to jajo wiwerny*, stwora, którego ongiś dosiadał Król Upiorów.
Nie mówiłem ci o tym w Ithilien, wybacz. Ze względu na niektóre sprawy- nie mogłem.
Jajo ukryte jest na wzgórzach Emyn Arnen, tuż przy piątej jaskini.
Jutro po południu będę tam na ciebie czekał.

Faramir


List wypadł mi z ręki, cała zaczęłam drżeć.
"Jajo wiwerny? Jak to możliwe?"- myślałam gorączkowo, chowając list na miejsce. Żałowałam, że go przeczytałam.
- Nie mogę tego tak teraz zostawić! Muszę coś zrobić...

*Wiwerna- tu jestem winna wyjaśnienie. Otóż uważam, że stwór, którego dosiadał Król Upiorów, nie był smokiem, tak jak większość z Was zapewne myśli. Sądzę, iż była to wiwerna, kreatura podobna do smoka, różniąca się jednak od niego dłuższą szyją, większą rozpiętością skrzydeł, pyskiem i tym, że nie zieje ogniem. Wydaje z siebie natomiast niezrozumiałe i źle działające na ludzi piski.
Oczywiście wiadomo, że smoki są ładniejsze :P.



2005-08-17

Swymi myślami podzieliło się (10) Sojuszników Gondoru. Ty także skomentuj...




Dawne dzieje

Coranar 2005

Yavannië
Urimë
Cermië
Nárië
Lótessë
Víressë
Súlimë
Nénimë



Kontakt

GG: 8480892
E-mail: arwena@megapolis.pl


Wielkie Królestwo Gondoru

Należę do:
Forum LSM Jako Arwena
Magicznego Forum Jako Szara Wilczyca
Bractwa Narsila Jako Almarea

Twórczość Elfów Wysokiego Rodu
Szablony Simbelmynë Śliczne i proste szablony
Rivendell Miasto Elfów
Ostatni Przyjazny Dom Jak dla mnie najlepszy serwis o Władcy Pierścieni
Éowyn Website Wspaniała strona poświęcona Białej Księżniczce Rohanu
Szablony Undómiel Duży wybór ładnych szablonów
Layouts by Lady Galadriel Najpiękniejsze szablony, jakie istnieją

Im pomagam
Polskie Serce Budujemy polskie sztuczne serce. Pomożesz?
Pajacyk Nakarm głodne dziecko

Ich pokochałam...
Letnia Szkoła Magii Mój drugi Dom
Metamorphosis Jedyna grupa iluzjonistów w Polsce- znam ich osobiście :P
Miranda Otto Éowyn
Within Temptation Sweet Harmony
Mike Oldfield Niezwykły muzyk
Gwen Stefani Moja ukochana piosenkarka
Enya Celtycka Syrena
Liv Tyler Jedna z najlepszych aktorek, jakie znam
Cate Blanchett Wspaniała osoba
Viggo Mortensen Aktor, malarz, poeta, poliglota...
Orlando Bloom Jego pokochałam szczególnie :P
Keira Knightley Najlepsza aktorka, jaką znam

Inne wcielenia
Caterina Martinez Hiszpańska piękność
Arya Ostrze Zachodu
Almarea Mistrzyni Łuku i ukochana Legolasa

Sojusznicy Gondoru
Rewa Shewel Przyjaciółka Czarnych Smoków
Piratka Nadia Life on the Black Pearl...
Piratka Ronja Morisette
Once upon a time "More than eyes can see alone..."
Mordor Team Śródziemie na wesoło
Auril Piękna księżniczka Mrocznej Puszczy
Éowyn Pamiętnik Córki Królów
Queen of Dark Ciemność
Elanor Biała
Farawina Córka Éowyn i Faramira
Lúthien Anarion Księżniczka Magii
Lúthien Inglórion Skarbnica wiedzy
Eleniel Jedna z moich najjaśniejszych Gwiazd
Altharias Gwiazda Patron
Anor Moje Słońce
The White Wizard Przygody kochanej Alicji
Armena Księżniczka Gondoru
Arwen Światło Gondoru
Lothron Wspaniały elf z Lothlórien
Lady Galadriel Kochana Pani Elfów
Egleriel Bliska memu sercu wojowniczka
Faelwen Waleczna elfka o mężnym sercu
Amereth Kochana księżniczka Ravenwood
Gwiazdooka- Elchin Córka Gwiazd